CO MNIE ŁĄCZY Z FRIDĄ KAHLO 0
Co mnie łączy z Fridą Kahlo

Piękna brzydota - Frida Kahlo

Odkryłam ją stosunkowo późno. Często słyszałam jak się nią zachwycają moi znajomi. Niespecjalnie mnie ciekawiła historia tej mało urodziwej kobiety z wąsem. Zbyt szybka i powierzchowna ocena…

Zaczęło się przypadkowo od filmów z Salmą Hayek. Był moment gdy oglądałam wszystko co się pojawiło z tą hiszpańską aktorką. To głównie dzięki niej trafiłam na historię Fridy.

Kino! Z perspektywy pandemii i mocno obleganego Netflixa to było ekstremalne przeżycie. Wstrząsające wrażenie zrobiła na mnie jej miłosna historia przeplatana fizycznym bólem. Wyjątkowy świat pełen sztuki, miłości, cierpienia i koloru. Każdy obraz to jakaś historia z niezliczoną ilością szczegółów i detali.

Muzyka i kolor - uczta!

No ale od początku...

Frida ma na imię Magdalena. Ma skomplikowany charakter i historie życia, która może obdarować kilka osób. Pasja dała jej ukojenie i spokój, w którym mogła zatopić się bez reszty. To jakoś szczególnie mnie poruszyło -  bo ja swoją pasję też znalazłam w chorobie.

Zupełnie inaczej spojrzałam na tą kobietę o meksykańsko-niemiecko-żydowskich korzeniach. Jest w niej piękno. Tajemnicza uroda w pierwszych momentach zdecydowanie męska ale po dłuższej chwili – mocna, wyrazista i kobieca. 

Barwne życie, barwne historie - jak zaistnieć w popkulturze?

Dzisiaj w dobie nowych mediów taka osobowość wyraziłaby się w milionach lajków. Próbuje zrozumieć jej fenomen. Nie wiem co stoi za sukcesem Fridy. Czy bliskie relacje ze środowiskiem wpływowych komunistów czy może wielki talent?

Po ponad 70 latach istnienia Fridy, w świadomości ludzi jej wizerunek i prace widoczne są na kubkach czy koszulkach. Przeszła do kanonu sztuki użytkowej. 

Przeczytałam kilka całkiem niezłych książek i przesłuchałam parę godzin wywiadów na temat jej twórczości. Na koniec dotarłam do platformy Google Arts & Culture, dzięki której obejrzałam coś niezwykłego, wystawę: „Faces of Frida”. Składają się na nią zbiory z aż 33 muzeów znajdujących się w siedmiu krajach. To ponad 800 artefaktów i dzieł sztuki . Klikając w każde z dzieł można bardzo szczegółowo dowiedzieć się wielu informacji na jego temat.

Absolutnie wartościowy materiał, idealny na czas pandemii.

Odkryłam wiele frapujących historii silnej kobiety, która inspirowała się w swej twórczości życiem pełnym cierpienia. Podziwiam też jej fantazję i determinację to stworzenia alter ego rewolucjonistki, która w swojej wielkiej determinacji zmienia datę urodzenia po to by się bardziej zjednoczyć i utożsamić z rewolucją meksykańską Takie ubarwianie rzeczywistości to ja rozumiem. Acha… I udział w rewolucji - to też wielka sprawa, która wymaga odwagi!

Siłę jej charakteru widać było już w szkole. Była jedną z liderek grupy. Miała tak silną naturę, że nie dało się jej łatwo poskromić. Miała w sobie wielką chęć do życia - więc nawet z wypadku komunikacyjnego wyszła mocno pokiereszowana ale żywa.

Kiedy czytałam jej życiorys w którym widzę kobietę, przedkładającą pasję nad inne rzeczy – to czuję, że ona żyje zgodnie ze sobą i w swojej prawdzie. Nie patrząc na otoczenie. Dla kobiety to nie są łatwe decyzje, wtedy i dziś.

Droga powrotu do zdrowia zaczyna się zaraz po wyjściu ze szpitala. Frida każe ojcu zakupić farby i zaczyna malować na specjalnie wybudowanym dla niej stelażu. Wszystko odbywa się w pozycji leżącej.

Przez cale swoje życie namalowała ponad 150 obrazów. Wśród nich aż 55 autoportretów pokazując, że potrafi przeglądać się w sobie.

Z „monobrwi” i upiętych kwiatów we włosach zrobiła znak rozpoznawczy – przedrukowywany na miliony sposobów.

Inspirowała wielu ludzi i artystów. Jej obraz „Złamana kolumna” zainspirował Joan-Paul Gaultier do stworzenia kostiumu Milli Jovovich w filmie „Piąty element”. 

W Stanach, do których pojechała z mężem uwielbiano ją za jej oryginalność i stroje. Nawiązywała nimi do chłopskiej, ludowej warstwy społeczeństwa – jako rasowa komunistyczna działaczka identyfikowała się „z ludem”. Strojem wyrażała swoją polityczną przynależność. Długie kolorowe spódnice ukrywały jej kalectwo.

Uwielbiała się stroić i kochała kolory. Wkładała na siebie duże ilości kolorowej biżuterii, godzinami wpinała we włosy kwiaty i wstążki - była jak chodzące dzieło sztuki.

VIVA LA VIDA

Frida bardzo często mówiła, że rysowanie dawało jej siłę do życia i pomogło wyzdrowieć. Cierpiała fizycznie i duchowa i jak sama mówiła doznała w życiu dwóch wypadków: autobusowego i miłości do Diego Riviery.

W 1939 roku stworzyła portret: „Dwie Fridy” - pokazując swoje dwie osobowości. Później tracąc ciąże namalowała najbardziej kolorowy obraz w najsmutniejszym momencie życia – „Szpital Henrego Forda”. 

Autoportret z naszyjnikiem z cierni i kolibrem – to Frida. Jej szyja otoczona cierniowym pnączem a na nim zawieszony koliber z rozpostartymi skrzydłami. W meksykańskich wierzeniach amulet przywracający utraconą miłość.

Ostatni obraz, namalowany 8 dni przed śmiercią i nosił on nazwę „Arbuzy”. Przedstawia soczyste kawałki arbuza. Niezwykle pogodny obraz …na którym, gdy się dobrze przyjrzeć, na kawałku arbuza widnieje wycięty nożem napis…VIVA LA VIDA…

Magda

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy od home.pl